Aktualności
Żona Fijałka: Byłam zazdrosna o siatkówkę plażową
- Kategoria: Wywiady
- Opublikowano: piątek, 20, styczeń 2012 13:10
- Maciej Nowocień
We wrześniu 2011 roku Jolanta Skrzypek stała się Jolantą Fijałek, żoną Grzegorza, jednego z najlepszych siatkarzy plażowych na świecie. W obszernej rozmowie z Beachvolleyball.pl partnerka sportowca zdradza kilka sekretów z życia prywatnego świeżo upieczonych małżonków. - Mój mąż jest ambitnym, szlachetnym, uczuciowym bałaganiarzem, a w domu mam jedną wielką piaskownicę - śmieje się żona Grzegorza Fijałka.
Maciej Nowocień: Kiedy i jak poznaliście się z Grześkiem?
Jolanta Fijałek: - Poznaliśmy się już ładnych parę lat temu, bo prawie 12, więc śmiało można powiedzieć że znamy się od dzieciństwa. Pochodzimy z tego samego miasta i los chciał że trafiliśmy w gimnazjum do tej samej klasy.. Jednak nie od początku były fajerwerki. Muszę przyznać, że wręcz przeciwnie, nawet za sobą nie przepadaliśmy! Dopiero po czterech latach znajomości, kiedy już wyjechał do szkoły sportowej do Częstochowy coś się zmieniło (śmiech).
A czym zauroczył tak piękną kobietę?
- Niebieskie oczy, życzliwy uśmiech, pewność siebie... Do tego niesamowita pasja i ambicja, z jaką już wtedy podchodził do realizacji zamierzonych celów.

Jola i Grzesiek Fijałkowie (fot. archiwum prywatne)
Jak układały się wzajemne relacje z waszymi rodzicami?
- Nasze relacje z rodzicami były od początku bardzo dobre. Mój tata, choć zawsze z dystansem podchodził do wybranka mojego czy moich sióstr, szybko polubił Grześka, w czym na pewno pomogło ogólne zamiłowanie do sportu. Mama Grześka natomiast jest osobą niezwykle otwartą i ciepłą, więc już dawno czułam się „jak w rodzinie”. I myślę, że póki co kawały o złych teściowych nas nie dotyczą (śmiech).
Przyjaźnisz się z jego drugą miłością, czyli siatkówką plażową?
- Ciężko było na początku przestawić się, że komuś lub czemuś poświęca więcej czasu i uwagi niż mnie samej, że jest ta "druga” o którą można powiedzieć, że byłam zazdrosna. Z czasem jednak swoją pasję do siatkówki plażowej przelał i na mnie i teraz jestem wiernym kibicem. Nie wyobrażam sobie być nieobecną na turnieju w Starych Jabłonkach i nie widzieć tej radości Grześka z grania, a nade wszystko z wygrywania.
Trudne jest życie żony plażowicza?
- Życie ze sportowcem wcale nie jest łatwe i po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić. Ciągła nieobecność i wyjazdy są już na porządku dziennym. Nie powiem, że jest łatwo, bo wiele jest chwil, kiedy potrzebuję chociaż krótkiego uścisku czy jego uśmiechu. Trzeba sobie z tym umieć radzić, a w dobie telefonów komórkowych, internetu i Skype’a z pewnością jest to znacznie ułatwione.
Kibicując mu na trybunach na pewno czujesz coś więcej, niż przeciętny kibic...
- Oczywiście rozpiera mnie niezwykła duma. Bardzo się cieszę widząc jak się spełnia i realizuje swoje marzenia. Na trybunach towarzyszą mi niezwykłe emocje, podniecenie ale i nieodłączny stres. Czasami wydaje mi się, że większy, niż jemu samemu. Najgorzej jest, kiedy wiem, że ma kontuzję i że go coś boli w trakcie meczu. Wtedy każdą akcję oglądam ze strachem, żeby się mu nic gorszego nie stało.
Jakim jest człowiekiem prywatnie w oczach swojej żony?
- Krótko i na temat: nerwus i uparciuch (śmiech). Łatwo wpada w złość, czasami zbyt łatwo, ale rękę zawsze wyciąga jako pierwszy. Ma mocny charakter. Kiedy sobie obierze jakiś cel, to konsekwentnie do niego dąży. Jest niezwykle ambitny. Poza tym szlachetny, uczuciowy i ma naprawdę dobre serducho.
Pomaga ci trochę w obowiązkach domowych, czy leniuchuje?
- Obowiązki są podzielone. Grzesiek lubi gotować, szczególnie jakieś nowe, smaczne potrawy. Z tego jestem bardzo zadowolona. Do mnie natomiast należy mycie naczyń i dbanie o porządek w domu. To ostatnie niestety jest dla mnie sprawą utrudnioną, bo mam męża bałaganiarza i wieczną piaskownicę w domu (śmiech).
Co najlepiej pamiętasz z dnia waszego ślubu?
- Był to dzień szczególny i wyjątkowy pod każdym względem i dlatego wszystko pamiętam. Na pewno niezapomniane będzie składanie przysięgi. Bezcenne było zestresowane spojrzenie Grześka. Do tego przejście pod szpalerem piłek, jakie niespodziewanie zgotowali nam plażowicze ubrani w kadrowe koszulki. No i zabawa do białego rana...
A Grzegorz jest romantyczny?
- Nie mam co narzekać, bo się stara, ale wiadomo - romantyczności nigdy za wiele.
Jesteś zazdrosna o rzesze jego fanek?
- Nie i nie widzę powodów dla których miałabym być zazdrosna. Zresztą można powiedzieć, że sama jestem jedną z nich (śmiech).
Jaka jest więc wasza recepta na udany związek?
- Nie ma złotej recepty. W przypadku związania ze sportowcem liczy się na pewno zaufanie i na nim w głównej mierze buduje się relacje. Jak jest zaufanie, to i poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny spokój. A wyjazdy i rozstania pozwalają za sobą zatęsknić. Poza tym mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, więc być może w tym tkwi podstawa?
W 2011 roku pierwszy raz spędziliście razem wigilię Bożego Narodzenia...
- Z racji tego, że nasze domy rodzinne są blisko siebie, to spędziliśmy nawet dwie wigilie. Na pewno było to dla nas nowością. Zarówno ja, jak i Grzesiek byliśmy ciekawi jakie zwyczaje panują u tych „drugich”. Ale na pewno zapadnie to w naszej pamięci, bo po raz pierwszy zasiadaliśmy do tej kolacji już jako mąż i żona.
Dobra, przejdźmy do konkretów. Kiedy doczekamy się małych Jol albo "Fifich"?
- Czas pokaże (śmiech).
Wyobraź sobie sytuację: Grzesiek kończy karierę. Gdzie będziecie mieszkać, co będziecie robić? Jak zmieni się wasze życie?
- Ciężko powiedzieć.. Po zakończeniu kariery Grzesiek chciałby trenować kolejne pokolenia zdolnych plażowiczów, więc w dalszym ciągu mieszkalibyśmy w Łodzi. Moim marzeniem byłoby wrócić kiedyś na stałe w nasze rodzinne strony, wybudować przytulny domek i cieszyć się widokiem gór, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Choć dziwnym byłoby po tylu latach wyjazdów mieć męża tylko dla siebie na wyłączność (śmiech).
Wybierasz się z chłopakami na igrzyska olimpijskie do Londynu?
- Póki co takich planów nie ma. Podobnie do innych turniejów zagranicznych, tak i ten traktuję jak jego pracę i nie chciałabym aby myślał o moim zakwaterowaniu, wyżywieniu i tak dalej. Te sprawy zaprzątałyby mu głowę w trakcie rozgrywek. Poza tym nie wiem czy dałabym radę wytrzymać stres oglądając tak ważne mecze na żywo.
Rozmawiał Maciej Nowocień


